Nobel w dziedzinie fizjologii i medycyny dla szwedzkiego biologa Svante Pääbo wielu zapewne zaskoczył - ocenił w rozmowie z PAP prof. Bogusław Pawłowski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Sam ucieszył się decyzją Komisji Noblowskiej. "Oby nagradzano więcej badań podstawowych" - powiedział.

Tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny otrzymał Svante Pääbo, szwedzki biolog, genetyk ewolucyjny. Naukowiec zdołał m.in. odczytać gen spokrewnionego z człowiekiem neandertalczyka z pomocą genetycznych analiz odkrył nieznany wcześniej gatunek hominina.

„Absolutnie się jej nie spodziewałem i sądzę, że wielu ma podobne odczucia. To nie jest klasyczna nagroda za odkrycia, które pomogłyby w leczeniu jakichś chorób czy zrozumieniu działających w ludzkim organizmie mechanizmów. W tym względzie jest więc trochę nietypowa. Jednak jako antropolog biologiczny niezmiernie się cieszę i uważam, że decyzja Komisji Noblowskiej jest słuszna. Oby nagradzano więcej badań podstawowych, które, choć nie przekładają się łatwo na praktyczne zastosowania, to generują ogromny postęp wiedzy. Chcemy przecież jak najwięcej dowiedzieć się o człowieku, także o jego historii, a Svante Pääbo otworzył niejako nowe genetyczne okno, przez które możemy więcej dowiedzieć się o naszej ewolucyjnej przeszłości i o naszych najbliższych nieistniejących już krewnych" - powiedział PAP prof. Bogusław Pawłowski, kierownik Zakładu Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jego zdaniem laureat miał dalekosiężną wizję.

„Kiedy rozpoczął swoje badania w latach 90. w Instytucie im. Maxa Plancka w Lipsku, wielu odnosiło się do nich sceptycznie. Zakładano, że tak delikatny materiał, jakim jest DNA, szybko się degeneruje i nie da się odtworzyć informacji z tak dawnych próbek. Pääbo jednak tego dokonał m.in. dzięki wytrwałości swojej i swoich zespołów. Dzięki tym wysiłkom zaczęto odzyskiwać dawne DNA z zębów i kości naszych bliskich krewnych - neandertalczyków” - podkreśla ekspert.

Dzięki tym pracom okazało się, że jesteśmy pod niektórymi względami bardziej podobni do neandertalczyków niż wcześniej sądzono, a to była duża niespodzianka.

„Wcześniej wydawało się, że mocno się od nich różnimy, że w ogóle nie występowało mieszanie obu gatunków. Tymczasem wyniki uzyskane przez Svante Pääbo pokazują, że w genomie ludzkim jest od 1 do 4 proc. genów neandertalczyka” - dodaje prof. Pawłowski.

To nie wszystko. Jak się okazuje, Homo sapiens czasami krzyżował się także z denisowianami, o których wcześniej nikt nawet nie wiedział.

„Badając geny pochodzące z dawnych szczątków (kość paliczka) z Denisowej Jaskini (Ałtaj), Pääbo odkrył nieznany wcześniej gatunek spokrewniony z człowiekiem. Geny wskazują, że między denisowianiami i ludźmi też zresztą dochodziło do krzyżowania" - wyjaśnia rozmówca PAP.

Krzyżowanie z dawnymi gatunkami może wpływać na wielu z nas do dzisiaj. Nie znaczy to, że krzyżówki między ludźmi i neandertalczykami czy denisowianami były tak samo płodne jak między ludźmi. Potomkowie z takich „mieszanych” związków mogli być np. mniej płodni.

„Badania trwają. Niektóre wyniki wskazują, że przejęte od tych gatunków geny mogą mieć związek z odpornością, włącznie z podatnością na niektóre dolegliwości, np. chorobą Crohna, ale także z ruchliwością plemników, czy barwą skóry. Są to geny, które z reguły nie występują w subsaharyjskiej Afryce, bo tam neandertalczycy nie występowali" - zauważa naukowiec z Uniwersytetu Wrocławskiego.

I dodaje: "Pytanie, czy niektóre z odkrytych mutacji genowych występujących i u Homo sapiens, i u neandertalczyków występowały już u naszego wspólnego przodka, czy znalazły się w ludzkim genomie z powodu krzyżowania się z neandertalczykami. Co więcej, niektóre cechy między tymi gatunkami mogą być podobne, ale mogą wynikać z innych genowych mutacji. Przykładem rude włosy. Współcześni rudowłosi mają jednak inną mutację niż ta, która odpowiadała za rudy kolor włosów u neandertalczyków, a zatem raczej nie odziedziczyliśmy rudego koloru włosów od neandertalczyków".

Dodaje, że nieco bardziej złożone jest pochodzenie u człowieka takiej cechy jak niebieskie oczy, ale jedna z mutacji odpowiadająca za ten kolor oczu występuje u obu gatunków. "Niektóre geny odziedziczone po neandertalczykch wydają się lepiej chronić nas przed różnymi infekcjami. Na przykład niektórzy mieszkańcy Wschodniej Azji mogą mieć po neandertalczykach mutację chroniąca ich przez wrzodami żołądka (czyli przed bakterią Helicobacter pylorii). Pamiętajmy, że chodzi z reguły o jakiś procent ludzi mających jakiś gen czy mutację, które wykryto też u neandertalczyków” - wskazuje antropolog.

Geny mogą przy tym sugerować, że to raczej ludzkie kobiety tworzyły pary z mężczyznami neandertalczyków, a nie odwrotnie.

„Nie znajdujemy u ludzi mitochondrialnego DNA neandertalczyków, które dziedziczone jest po matce. Istnieje możliwość, że zostały one usunięte z ludzkich komórek w drodze ewolucji, ale istnieje też np. teoria, że kobiety neandertalczyków nie były dla ludzkich mężczyzn wystarczająco atrakcyjne” - mówi specjalista.(PAP)


Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl | Marek Matacz